Projekty międzynarodowe

    Uczniowie naszego liceum każdego roku, w okresie wakacji uczestniczą w Międzynarodowych Spotkaniach Młodzieży we Flossenbürgu, które organizowane są przez niemieckie stowarzyszenie na terenie byłego obozu koncentracyjnego. Pierwsze dwa dni poświęcone są poznawaniu historii obozu koncentracyjnego w Flossenbürgu, w którym więzionych było bardzo dużo Polaków, szczególnie po Powstaniu Warszawskim. Tylko część z nich przeżyło morderczą pracę i straszne warunki obozowe. Najważniejszym punktem programu są spotkania z byłymi więźniami obozu., którzy opowiadają o losach swoich i swoich rodzin podczas wojny, o ich kolejnych obozach koncentracyjnych i losach powojennych. W programie spotkań jest zwiedzanie terenu byłego obozu koncentracyjnego a także bardzo nowoczesnej wystawy poświęconej dziejom obozu i więźniom przywiezionym z całej Europy, spacer do kamieniołomu, w którym kiedyś pracowali więźniowie oraz na mały cmentarz w środku miasteczka utworzony przez mieszkańców na rozkaz armii amerykańskiej.  Uczniowie uczestniczą w oficjalnych uroczystościach, tj. ekumeniczne nabożeństwo w kaplicy na terenie byłego obozu, wspólny obiad młodzieży i byłych więźniów, przemówienia organizatorów, przedstawicieli rządu Bawarii, dyplomatów państw, których obywatele przebywali w Flossenbürgu, a także przemówienia przygotowane przez młodzież., składanie wieńców na symbolicznych płytach poświęconych pamięci ofiar obozu.

                                

     

                                  

     

    Rozmowa z prof. dr hab. inż. Leszkiem Żukowskim - żołnierzem Batalionu „Łukasiński”

    Anna Majcher : Podczas Powstania Warszawskiego był pan strzelcem III plutonu, I kompanii w Batalionie „Łukasiński”. Dlaczego więc współpraca z liceum im. Batalionu „Zośka” ?

    P. Leszek Żukowski : W czasie wojny byłem harcerzem, ale nie byłem szaro szeregowcem, bo w 1944 roku miałem 15 lat i byłem 2 lata „Zawiszakiem” (od 1942 do 1944). Batalion „Zośka” obejmował harcerzy z Szarych Szeregów, więc ja po prostu nie mogłem być w Szarych Szeregach, ale w czasie powstania na Woli byłem łącznikiem, a w czasie ewakuacji na Stare Miasto zdobyłem broń i na Starym Mieście byłem żołnierzem. Dlaczego współpracuję ze szkołą ? Szaro szeregowcy w tej chwili są w wieku takim, że nie bardzo mają już siłę na współpracę z młodzieżą. Ja się w dalszym ciągu czuje harcerzem i rozmawiam z młodzieżą tą, która uczy się w szkole im. Batalionu „Zośka” dlatego, że chce przekazać taką wiedzę jaką mam, a jaka może być dla młodzieży interesująca.

    AM : A jak pan ocenia tę współpracę z młodzieżą ?

    LŻ : Mnie się bardzo podoba, dlatego że po pierwsze widzę zainteresowanie ze strony młodzieży. Jeżeli chodzi o grono pedagogiczne to też jest bardzo aktywne i chce podtrzymywać współpracę. W ostatnim okresie miałem okazję przekonać się, że młodzież jest rzeczywiście bardzo życzliwa : niedawno zdarzyło mi się zachorować, miałem wysoką temperaturę  i młodzież z waszej szkoły pomagała mi w małym zaopatrzeniu.

    AM: Jak zaczęła się ta współpraca? Kiedy, w jakich okolicznościach ?

    LŻ : Po upadku Starego Miasta, 2 września byłem aresztowany i zostałem wywieziony do obozu koncentracyjnego. Od 7 września byłem już we Flossenbürgu. O tych wspomnieniach przez lata właściwie nie opowiadałem nikomu, bo to są takie rzeczy, że wyglądają nieprawdopodobnie i nie chciałbym, żeby ktoś myślał, że opowiadam bajki. Jeśli mnie pamięć nie myli to w 2001 roku zaproszono mnie na wyjazd do Niemiec, do Flossenbürga i spotkanie z młodzieżą. Tam właśnie poznałem się z grupą uczniów z liceum Batalionu „Zośka” i zostałem zaproszony do waszej szkoły.

    AM: Odwiedził pan naszą szkołę, prowadził pan spotkania z tą młodzieżą?

    LŻ : Tak, byłem na dwóch spotkaniach. Na pierwszym opowiadałem wyłącznie o obozie koncentracyjnym, natomiast na drugim o obozie oraz powstaniu.

    AM: W związku z tym ma pan jakieś najmilsze wspomnienie związane z naszą szkołą, z młodzieżą ? Coś co może pana zauroczyło.

    LŻ: W zeszłym roku byłem zaproszony na inaugurację roku szkolnego, gdzie młodzież składała przysięgę przed pomnikiem „Polegli Niepokonani”. Uważam, że tego rodzaju zachowanie się szkoły, która wychodzi z murów i idzie tam, gdzie są ofiary powstania daje młodzieży dużo do myślenia i uważam to za bardzo wzruszające. Jest miło spotykać się z wami, dlatego że kilkadziesiąt lat po wojnie, społeczeństwo nie bardzo chce wspominać te złe czasy. Jeżeli znajduję środowisko, które jest zainteresowane, chce się spotykać, rozmawiać o tym, uzyskiwać informacje
    z pierwszej ręki to jestem dla takiego grona z pełnym uznaniem, dlatego robie to z przyjemnością.

    AM: To tradycja szkoły, że co roku odbywa się ślubowanie klas pierwszych właśnie pod pomnikiem „Polegli Niepokonani” . Również uważam, że to bardzo budujące doświadczenie…
     Z tego co przeczytałam w życiorysie, to pan nie urodził się w Warszawie. Na Wolę przeprowadził się pan w czerwcu 1942 roku mając 13 lat. Jak duża jest różnica pomiędzy dzisiejszą Wolą, a tą sprzed lat ?

    LŻ : Różni się bardzo. Mieszkałem na Leszno 81, to była druga posesja od skrzyżowania Leszna z Żelazną, a dwa przystanki dalej, tu gdzie jest Okopowa był wielki bazar „Karcelak” od nazwy Placu Kercelego. Niesamowite zbiorowisko ludzi, można było kupić wszystko. W tej chwili ulica Leszno zaczyna się przy ulicy Żelaznej i odbiega ukosem od Solidarności, jest przedłużona ulicą Górczewską. Mniej więcej w połowie tego odcinka, między Okopową, a Młynarską, idąc Lesznem do miasta po prawej stronie był szpital im. Karola i Marii. Tam jest teraz restauracja. Do tego szpitala nosiłem rannych w czasie pierwszego tygodnia powstania. Na rogu Grzybowskiej i Żelaznej był Browar Warszawski
    i w jego piwnicach był szpital polowy, więc tam też nosiłem rannych. Jeżeli chodzi o domy to Wola kończyła się przy kościele św. Wojciecha. Przez połowę Leszna (obecnej al. Solidarności) i przez połowę Żelaznej biegł mur getta. W tej chwili na ul. Żelaznej jest ratusz Warszawa Wola, zupełnie nowy budynek.  W tej chwili na chodniku jest taki zamarkowany ślad z napisem, że tu przebiegał mur getta.

    AM: Na początku mieszkał pan w Bursie I przy ulicy Leszno 81.

    LŻ : Tak, drugi dom od Żelaznej. W tej chwili to jest straszna rudera. To był czteropiętrowy budynek z bocznymi oficynami, w środku było podwórko i to jak wiem od dozorcy tego domu przed wojną była tam szkoła żydowska. W 1941 roku działała tam instytucja, która była ramieniem rządu podziemnego „Rada Główna Opiekuńcza” i zorganizowała schronisko dla rodzin, które były wysiedlone z ziem przyłączonych do Rzeszy.

    AM: A ma pan jakieś ulubione miejsce tutaj, na Woli?

    LŻ: Na Woli ? Hmm

    AM: Tak, takie do którego lubi pan wracać wspomnieniami czy może nadal je odwiedzać ?

    LŻ: Czy ja wiem. Nie mam ulubionego miejsca. Wyjaśnię dlaczego… Ja na Woli mieszkam po raz trzeci. Jak wróciłem z Niemiec to zacząłem studiować w 1947 roku i nie miałem mieszkania, ale udało mi się wynająć z kolegami pokój i kuchnię. Mieszkało nas tam sześciu. To była rudera, ul. Chmielna 57. Nie istnieje już ta ulica, bo w 1950 roku podjęto decyzje budowy Dworca Centralnego, to oczywiście była zmyła, bo w tym miejscu powstał Pałac Kultury i Nauki. Zostaliśmy wykwaterowani stamtąd, ale dostaliśmy mieszkanie na ulicy Żytniej 55. Potem musiałem wyjechać
    z Warszawy, bo miałem tak zwany nakaz pracy, a jak wróciłem to zamieszkałem na Woli, gdzie teraz mieszkam. Więc gdziekolwiek jestem na Woli serce bije mi mocniej. A w Warszawie najbardziej podoba mi się Wisła.

    AM:  A wraca pan do Kutna, do swojego miejsca urodzenia?

    LŻ: Tak, na grób ojca.

    AM: Uważa pan, że Polska dba wystarczająco dobrze o kombatantów?

    LŻ: Pytanie jest trudne. Istnieje ustawa o kombatantach i osobach represjonowanych i to,  co państwo obiecuje w tej ustawie, to jest piękne. Natomiast realizacja tego odbiega nieco od rzeczywistości. Kombatanci nie oczekują nadzwyczajnego otaczania chwałą, czy opieką. Oczekujemy więcej życzliwości ze względu na wiek, bo my nie jesteśmy już tacy, jacy byliśmy przed laty.

    AM: Myśli pan, że gdyby teraz wybuchła wojna to dzisiejsza młodzież byłaby zdolna do tego co Wy ?

    LŻ: O młodzieży się różnie mówi, ona ma w tej chwili inne podejście do życia, ale ja miałem przez wiele lat z młodzieżą dużo do czynienia, dlatego że od 1979 roku pracowałem na uczelni i patrzyłem jak się młodzież zachowuje. Naprawdę nabrałem do nich szacunku. Muszę powiedzieć, że ja jestem z pełną sympatią dla młodzieży i z przekonaniem, że Ci, którzy czują się Polakami to w przypadku zagrożenia zachowaliby się tak, jak my zachowywaliśmy się w czasie wojny.

    AM: Miło to słyszeć. Jednak większość ludzi kręcąc przecząco głową mówi: „ta dzisiejsza młodzież”…

    LŻ: Tak, ale dzisiejsza młodzież myśli innymi kategoriami, zupełnie innymi. Ciągnie ich za postępem, to fakt, ale żeby nadążyć za nim trzeba mieć zaplecze finansowe, w związku z tym w tej chwili bardzo trudno namówić kogoś do tak zwanych „czynów społecznych”, natomiast za pieniądze tak. Ja to rozumiem, bo komputery, tablety nie chodzą na ulicy. Trzeba jeszcze to kupić, czyli jakieś pieniądze są potrzebne.

    AM: Dziękuję za rozmowę.

     

     

     

    WywWywiad z Kerstin Schröder, która razem z Jörgiem Schröderem organizuje Międzynarodowe Spotkania Młodzieży w Flossenbürgu

    - Chciałbym zadać Pani pięć pytań. Pierwsze z nich to: jak są organizowane  spotkania młodzieży?

    •   Jörg i ja pracujemy w organizacji Ewangelische Jugend i spotkania te  organizowane są z pomocą tej organizacji. Do organizacji należy dużo chętnych osób, które w swoim czasie pomagają nam, tak jak np. Matze. Spotykamy się dwa razy w roku - raz w styczniu/lutym i raz w lipcu i omawiamy wszystko, co jest związane z organizacją spotkania młodzieży - co trzeba zrobić; czego potrzebujemy; jak zorganizować dzień pedagogiczny. Tworzymy  grupy, które dostają zadania i potem we własnym kręgu spotykają się, aby wykonać je. Następnie wierzymy, że w tym najważniejszym tygodniu spotkania wszystko pójdzie po naszej myśli.

    - Kim są wolontariusze?

    • To są uczniowie (gimnazjum i wyżej). Tydzień, kiedy odbywa się spotkanie młodzieży mają wolny w szkole (ponieważ teraz nie ma u nas wakacji). Pracują tutaj w formie wolontariatu, co oznacza, że nie dostają za to żadnych pieniędzy - tylko podziękowanie. Swoją pracę wykonują w wolnym czasie. Wolontariuszami są też osoby, które pracują. Wtedy prosimy pracodawców o tydzień wolnego dla tych osób - jeżeli pracodawca się zgodzi to wszystko jest w porządku albo ludzie po prostu biorą sobie tydzień urlopu, żeby być tutaj.

    - Ilu jest zainteresowanych?

    • Pozyskiwanie takich osób jest bardzo proste - są nimi osoby, które przyjeżdżają na Spotkanie Młodzieży po raz drugi - mówią wtedy, że chcą być z nami ale chcą również pomagać. Tak się stało np. a Elą i Weroniką z waszej grupy. Były w zeszłym roku uczestniczkami i pod koniec wyjazdu powiedziały, że chcą przyjechać w przyszłym roku i chciałyby być pomocniczkami.

    -Czym zajmują się wolontariusze?

    • Jest bardzo dużo do pracy - od sprzątania toalet i prysznicy po przygotowywanie śniadań, sprzątanie po posiłkach, organizowanie dnia pedagogicznego, przygotowywanie wycieczki do Bambergu, tłumaczenie rozmów na inne języki , a także  pomaganie mi i Jörgowi w rzeczach, które wychodzą na bieżąco.

    -Czy są jakieś problemy z organizacją?

    • Nigdy nie ma tak, żeby nie było  problemów. Zawsze są, to jasne, ponieważ jest tutaj dużo ludzi. Na przykład, w niedzielę wagon z toaletą oraz wagon z prysznicami nie działały. Musieliśmy 'błagać' o pomoc, bo to była niedziela. Zdarzają się przypadki, że trzeba jechać z wolontariuszem czy uczestnikiem do szpitala. Przeważnie są nerwy, lekka panika, ale to nie jest nic, z czym nie bylibyśmy w stanie sobie poradzić.

    Dziękuję za wywiad.

                                                        Wywiad z Kerstin Schröder przeprowadził Marcin Majewski

    Kontakt

    • Wpisz tutaj nazwę szkoły
      Wpisz tutaj adres szkoły
    • 00